1 Jak będzie nam, gdy po skończonym boju,
Ostanim, ciężkim, przewalczonym już,
z obczyzny tam wejdziemy do pokoju,
przez bramę wieczną do ojczyzny dusz?
Gdy resztę z naszych nóg strząśniemy pyłu,
zetrzemy z twarzy pot ostatni raz,
ujrzymy to, co nieraz nas krzepiło
i nową siłą napełniało nas?
2 Jak będzie, gdy staniemy oświeceni
odblaskiem Pana z wiekuistych wyż
i gdy, o dziwy — w blasku tych promieni
przestanie nam dolegać grzech i i krzyż?
Gdy Pan wyciągnie do nas swą prawicę,
a my bez lęku i bez wszelkich trwǵo
staniemy przed Nim jako domownicy,
i gdy nas jako dziatki przyjmie Bóg?
3 Jak będzie nam, gdy dusza wyzwolona
swój niewstrzymany już rozpocznie lot
do Pana, który weźmie ją w ramiona
i poprowadzi do żywota wód?
Gdy z ócz zasłona jasna wiary spadnie,
jak przed promieniem słońca pierzcha mgła,
gdy zachwycenie wielkie nas owładnie
i radość, która już na wieki trwa?
4 Jak będzie nam, gdy Jego głos zawoła:
Błogosławieni, pójdźcie do mych bram!
Oblicze Jego nas pocieszyć zdoła,
co niegdyś pełne było krwawych plam!
Spojrzymy w oczy, niegdyś zapłakane
dla zatwardziałych serc, dla naszych win,
ujrzymy rany, dla nas Mu zadane,
zgłębimy wielki odkupienia czyn.
5 Jak będzie nam! O, nie widziały oczy
ni do cielesnych to nie doszło usz,
co za wspaniałość w niebie nas otoczy,
gdy do syjońskich przystąpimy wzgórz!
Wstępujmy w górę więc po stromej drodze:
niech ciężki trud nie zraża nas ni pot,
daj, Panie, stanąć tam pielgrzymiej nodze,
gdzie się zgromadzi wykupiony lud!